Muzeum Stutthof; 82-110 Sztutowo ul. Muzealna 6; tel:+48552478353; 798418024 fax:+48552478358; email:stutthof@stutthof.org; NIP:5781036000;
Muzeum Stutthof; 82-110 Sztutowo ul. Muzealna 6; tel:+48552478353; 798418024 fax:+48552478358; email:stutthof@stutthof.org; NIP:5781036000;
25 marca 2010 roku przypada 65. rocznica rozpoczęcia ewakuacji morskiej więźniów obozu koncentracyjnego Stutthof. O przebiegu ewakuacji pisze kustosz Muzeum Stutthof Elżbieta Grot.
Ostatni okres działalności KL Stutthof należał do najbardziej tragicznych w skutkach dla więźniów. W styczniu 1945 r. ożyła w sercach więźniów nadzieja na wyzwolenie, ale nikt z nich nie mógł jeszcze wiedzieć, że zostanie ono okupione tak wielką liczbą ofiar. Ewakuacją objęto spośród 46 tysięcy więźniów: mężczyzn i kobiet 37 tysięcy, spośród których na wszystkich szlakach ewakuacyjnych lądowych i morskich zginęło ok. 20 tysięcy, a w samym obozie macierzystym zmarło z głodu i chorób w ciągu zaledwie 4 miesięcy ponad 6 tysięcy, w większości kobiet – Żydówek.
Spośród licznych podobozów KL Stutthof jedynie więźniów z podobozu w Gdyni tzw. Aussenarbeitslager Gotenhafen Deutsche Werke Kiel ewakuowano drogą morską. Dwukrotnie próba ewakuacji zakończyła się niepowodzeniem. Ostatecznie doszło do niej 25 marca 1945 r. Z podobozu wyprowadzono ok. 700 więźniów, spośród których 618 załadowano w porcie na dwa niewielkie niemieckie statki handlowe załadowane bronią, amunicją i sprzętem wojskowym. Pozostałym więźniom udało się zbiec w drodze do portu. Ostatecznie na statku „Zephyr” przebywało 368 więźniów, a na statku „Elbing” 250 więźniów. Po kilkudniowym rejsie w czasie którego statki były narażone na działanie radzieckich łodzi podwodnych i lotnictwa „Elbing” zawinął do portu w Hamburgu 29 marca 1945 r., gdzie więźniów wyładowano i dostarczono ich do podobozu KL Neuengamme – Spaldingstrasse, skąd następnie w pierwszej połowie kwietnia ewakuowano ich razem z więźniami KL Neuengamme z podobozów w Hamburgu do obozu ewakuacyjnego zorganizowanego na terenie obozu jenieckiego X – B w Sandbostel. Zdziesiątkowani przez głód i choroby ta grupa więźniów została wyzwolona 28 kwietnia 1945 r. przez wojska brytyjskie. Do dzisiaj nie wiadomo, ilu ocalało więźniów z podobozu w Gdyni.
Drugi statek „Zephyr”, z powodu awarii dopłynął tylko do Kilonii, gdzie więźniowie zostali 2 kwietnia 1945 r. przyjęci na okres przejściowy przez obóz pracy wychowawczej „Nordmark” w Kiel – Hasse, skąd po 6 dniach przetransportowano ich drogą kolejową do obozu głównego KL Neuengamme. Stamtąd w ramach ewakuacji część więźniów wywieziono w transporcie chorych do Sandbostel, pozostałych pod koniec kwietnia 1945 r. do portu w Lubece, gdzie zostali zaokrętowani na statki „Cap Arcona” i „Athen”. Dzięki nawiązaniu kontaktów w Lubece przez austriackiego więźnia Victora Dorotica z obozem jenieckim doszło do przejęcia z ich grupy więźniów pochodzących z krajów Europy Zachodniej. Pozostali, którzy zostali zaokrętowani na statki”Cap Arcona” i „Thielbek”, zakotwiczone z dala od brzegu w Zatoce Lubeckiej, zostali wystawieni przez najwyższe SS na cel ataku przez eskadry bojowe brytyjskiego lotnictwa 3 maja 1945 r. tuż przed wkroczeniem wojsk brytyjskich do Neustadt. Wszystkie statki niemieckie miały według komunikatów brytyjskich do godz. 12.00. 3 maja 1945 r. wpłynąć do najbliższych portów i wywiesić na masztach białe flagi na znak poddania się.
Alianci obawiający się próby przewiezienia żołnierzy Wehrmachtu do Norwegii i próby przedłużania zakończenia II wojny światowej oraz zmiany warunków jej zakończenia użyli najlepszych eskadr bojowych R.A.F i najnowocześniejszych i skutecznych środków rażenia.
W wyniku ataku w płonących statkach „Cap Arcona„ i „Thielbek” na kilka minut przed wyzwoleniem zginęło 7 000 więźniów KL Neuengamme, w tym najwięcej Polaków pochodzących z różnych regionów Polski, ale i też powstańcy warszawscy. Z „Cap Arcony” ocalało tylko 400 osób. Wśród ofiar byli gdyńscy harcerze Szarych Szeregów ZWZ – AK: Bogusław Adamczyk, Witold Nicki i Stanisław Sułkowski – ewakuowani z podobozu KL Stutthof w Gdyni. Ze statku „Thielbek” uratowało się tylko 50 więźniów, w tym 22 Polaków.
Szczęście mieli tylko nieliczni więźniowie KL Stutthof z podobozu w Gdyni, których przeładowano kilka dni wcześniej ze statku „Cap Arcona” na statek „Athen”. Statek ten został ściągnięty z redy w Zatoce Lubeckiej 3 maja 1945 r. 2 godziny przed nalotem R.A.F. w celu zabrania na pokład dalszych więźniów z KL Stutthof, którzy w nocy z 2/3 maja odczepili liny barek od statków i podjęli się próby śmiałej ucieczki. Wygłodzeni i wycieńczeni więźniowie KL Stutthof odkryci rano na plaży w Pelzerhaken koło Neustadt przez marynarzy niemieckich z miejscowej szkoły łodzi podwodnych i esesmanów, znaleźli się ponownie pod władzą oprawców. W godzinach rannych 3 maja 1945 r. na brzegu plaży esesmani i marynarze wymordowali ok. 200 więźniów KL Stutthof na 2 barkach „Wolfgang” i „Vaterland”, wśród których były kobiety i małoletni.
W Zatoce Lubeckiej miała miejsce największa zbrodnia wojenna na morzu w czasie II wojny światowej, za którą ponoszą odpowiedzialność decydenci Rzeszy Niemieckiej. W wyniku ich działania dzień 3 maja 1945 r., zamiast oczekiwanego wyzwolenia, przyniósł 7 tysiącom więźniów śmierć w płomieniach lub wodzie.
Liczbę ocalałych z ewakuacji podobozu gdyńskiego KL Stutthof szacuje się na ok. 200 więźniów, z których prawie połowa w dniu ewakuacji 25 marca 1945 r., natomiast liczbę ofiar na ponad 400 więźniów, z których część zginęła na statku „Cap Arcona” 3 maja 1945 r., a część zmarła z głodu i wycieńczenia fizycznego w obozie jenieckim X-B w Sandbostel. Z ewakuacji do Gdyni po wojnie powróciło zaledwie kilku więźniów.
Z obozu macierzystego KL Stutthof 25 i 27 kwietnia 1945 r. ewakuowano drogą morską ostatnich pozostałych przy życiu więźniów w liczbie ok. 4 400, w większości wycieńczonych chorobami, wśród których były matki z niemowlętami. Dwie barki „Wolfgang” i „Vaterland” dopłynęły do Zatoki Lubeckiej, jedna z barek dopłynęła do maleńkiego portu na duńskiej wyspie Moen, inna do Eckenförde, a ostatnia do Flensburga. Połowa spośród ewakuowanych zmarła w czasie rejsu, których po uprzednim rozebraniu do naga, wyrzucano za burty barek i dla których miejscem wiecznego spoczynku stało się dno Morza Bałtyckiego.
Natomiast wyzwoleni więźniowie, zanim powrócili do swoich domów, długo musieli leczyć się w szpitalach w Niemczech, Danii i Szwecji, a następnie przechodzić rekonwalescencję. Niektórzy z nich zmarli i zostali pochowani w tych krajach z dala od swoich rodzin.
(eg)
Fot. Archiwum Muzeum Stutthof