Muzeum Stutthof; 82-110 Sztutowo ul. Muzealna 6; tel:+48552478353; 798418024 fax:+48552478358; email:stutthof@stutthof.pl; NIP:5781036000;
Muzeum Stutthof; 82-110 Sztutowo ul. Muzealna 6; tel:+48552478353; 798418024 fax:+48552478358; email:stutthof@stutthof.pl; NIP:5781036000;
25 stycznia 2009 roku byli więźniowie, pracownicy i przyjaciele Muzeum Stutthof uczcili ofiary najtragiczniejszego okresu w ponad pięcioletniej historii obozu koncentracyjnego Stutthof. 65 lat temu – w obliczu ofensywy radzieckiej – komendant obozu P. W. Hoppe zarządził ewakuację. Tysiące więźniów ruszyło w nieznane…
Radość więźniów w obliczu zbliżającej się „wolności” mieszała się z poczuciem lęku i niepewności. Nadzieja dodawała sił do pokonywania kolejnych kilometrów, strach sprawiał, że nogi odmawiały posłuszeństwa. Pierwsze chwile po wyjściu z obozu przez bramę, która wcześniej w sposób dosłowny i symboliczny kończyła życie osób przez nią przechodzących, opisuje były więzień, Stefan Kozłowski:
(…) pierwsze kolumny opuściły obóz. (…) Gdy ruszyliśmy za bramę, obejrzałem się po raz ostatni na to gniazdo zła i bezprawia, które pochłonęło tyle niewinnych ofiar. Przyszły mi na myśl pierwsze skojarzenia obozowe związane z bramą, która tym razem otworzyła się. Opuszczaliśmy obóz z wielkim zadowoleniem, nie przeczuwając co czeka nas w tej drodze, i jaki los zgotują nam nasi oprawcy.
Przed wymarszem wygłodzonym i wycieńczonym więźniom wydano pewną ilość obozowej odzieży, trochę chleba i margaryny. Większość osób, nie mogąc powstrzymać ogromnego głodu, zjadła otrzymaną żywność od razu, maszerując dalej bez jedzenia. Mróz, śnieg oraz kolby SS-manów eskortujących kolumny więźniów dopełniły „dzieła zniszczenia”. Wspomina Leon Koncewicz:
(…) marsz wśród śniegów i solidnego mrozu staje się coraz cięższy. Kolumna zamienia się w pochód wlekących się z głodu i słabości ludzi, obojętnych już na szczekanie psów, tylko kolby esesmańskich karabinów spadające na plecy więźniów powoduje chwilowe przyspieszenie marszu lub upadek więźnia. Słabsi coraz częściej mimo pomocy koleżeńskiej zostali w tyle, a esesmani z diabelską uciechą urządzają sobie współzawodnictwo w celności strzałów uśmiercających tych, co zostali i zasłabli. Huk wystrzału oznaczał śmierć kogoś z nas – więźniów. Droga za nami zaczynała się znaczyć czerwonymi plamami na białym śniegu a ciała konających więźniów coraz częściej pozostają na tragicznym szlaku. Zostali bezimienni, bo nikt nie spisał ich numerów i nigdy ich rodziny nie znajdą ich grobów i prochów. Marsz ewakuacyjny zaczął się przeradzać w „marsz śmierci”.
Tylko niektórym dane było przeżyć… Szacuje się, że na trasach ewakuacji lądowej i ewakuacji morskiej – rozpoczętej 25 kwietnia 1945 roku – zginęło ok. 20 000 osób (łączna liczba ewakuowanych więźniów wyniosła blisko 37 000). Ich pamięć uświetniła poniedziałkowa, koncelebrowana przez arcybiskupa seniora gdańskiego Tadeusza Gocłowskiego, msza święta w Katedrze Oliwskiej. We mszy wzięli udział byli więźniowie, pracownicy i przyjaciele Muzeum Stutthof. Wśród przybyłych obecny był również Generalny Konsul Republiki Federalnej Niemiec Joachim Bleicker. Po mszy gości zaproszono na poczęstunek. Życzenia i łamany opłatek, jak zwykle, skłoniły do wspomnień i refleksji…
(pch)
Fot. M. Owsiński